Autor zdjęcia na okładce: Wykorzystano zdjęcie autorstwa H. Hermanowicza. Data wydania: 2011-11. Druk: Drukarnia Wydawnicza im. W.L. Anczyca. ISBN: 978-83-244-0185-7
Tren XIX - albo sen. Epitafium Hannie Kochanowskiej. (Księgi wtóre) Do doktora Montana. Wiersze Jana Kochanowskiego. Moja wdzięczna Orszulo, bodaj ty mnie była; Albo nie umierała lub się nie rodziła! Małe pociechy płacę wielkim żalem swoim Za tym nieodpowiednym pożegnaniem twoim.;
Pieśń o domu *** (Gdybym spotkał ciebie znowu pierwszy raz) Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego; Bagnet na broń; Bajka ***Noszę Twe serce z sobą; Miłość (Wciąż rozmyślasz. Uparcie i skrycie) Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej; Odys; Nagrobek; Bajeczka o osiołku
Autor: Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Pogodne, ciche jak duch, co tonąc w marzeniu. leci w sfery - spokojne, burzliwe ominie: lśni jezioro zamknięte w granitów kotlinie, jak błyszczący dyjament w stalowym pierścieniu. Słońce nad obłokami po nieba sklepieniu. jak orzeł nad żurawi lotnym stadem płynie: granity się malują w
Niedobra przecież — gdy mnie mijała, Ani się spojrzeć nawet nie chciała. A jam rannego snu wspomniał wątek —. Jakie to serca u tych dziewczątek! Ja chciałem chętnie za nią być w trumnie, A ona spojrzeć nie raczy ku mnie! Czytaj dalej: Na dobranoc - Michał Bałucki.
Vay Tiền Nhanh Ggads. Złośliwości ciąg dalszyW liceum języka polskiego uczyła nas p. prof. Kujawa (od II klasy). Nie pamiętam, w której to było klasie – IV lub V. Tematem lekcji była Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego. Pani profesor prowadziła wykład. W klasie kompletna paczką siedzieliśmy w klasie pod oknami, przy samym stole nauczyciela. W pierwszej ławce Mecenas i Gudłaj, ja z Knyplem w drugim rzędzie, a za nami Głowacz i Jurek W. W tym dniu Gudłaj przyniósł „Opowiadania" Profesor wykładała, a myśmy czytali. Zdarzył się moment, gdy p. Profesor mówiła o tragedii Waryńskiego, klasa z zapartym tchem słuchała o heroicznej postawie bohatera, gdy my we czterech zaczęliśmy rechotać jak stado żab w stawie. Nie mogliśmy się Profesor wyszła z klasy i o wszystkim zgłosiła Dyrektorowi – p. Fedyszynowi. Oczywiście natychmiast meldowaliśmy się u Dyrektora. Rozmowa do przyjemnych nie należała. Polecono nam przeprosić p. pisałem, że mieliśmy swoją „kapelę". Następnego dnia zrobiliśmy apel muzyczny. Zagraliśmy z przeprosinami. Wręczyliśmy wielki bukiet kwiatów p. Profesor, a na koniec zaśpiewaliśmy:„Już dziąsła przeżarte szkorbutemI zęby wyplute nie boląJuż koniec – i płuca wypluteKochani, ja wrócę do kraju" (fragment „Elegii)Okrzyk Gudłaja: „I wesoło":Zaczęliśmy śpiewać: Tra la la. Lala.....Z przeprosin nic nie wyszło. Pani profesor nie miała w tym dniu poczucia humoru. Podpadliśmy tak, że do dziś pamiętam.!Starsi pamiętają chyba, że na ul. Dwornej, między księgarnią a sądem była kawiarnia. Wchodziło się do niej po kilku stopniach. Miała dwa tam jedna kelnerka, z którą mieliśmy na pieńku, bo nie stać nas było na napiwki. Bardzo długo czekaliśmy na kawę, często kawa to ponownie zaparzone fusy z domieszką sody itp. Postanowiliśmy coś z tym zrobić. Nauczka musiała dotknąć tylko tą kelnerkę. I wpadliśmy na pomysł: w banku wymieniliśmy 50 zł na monety 1-groszowe tymi monetami zapłaciliśmy rachunek. Był jej krzyk, płacz i decyzja kierowniczki: to są pieniądze w obrocie. Proszę przyjąć zapłatę".Gdyby wzrok mógł zabijać, już byśmy nie żyli. Ale nasza obsługa się baaardzo jeszcze jedno: Biologię w III klasie miał z nami wice dyrektor. Za każdym razem, gdy wchodził do klasy na lekcję, zatrzaskiwał za sobą drzwi. A na samej górze drzwi były szyby. Któregoś razu jedna z szyb wypadła. Naprawiliśmy to, ale postanowiliśmy naprawić również zachowanie wice jednej części drzwi przykleiliśmy korek (taki do strzelania z pistoletów). A w drugiej części umieściliśmy gwóźdź. Przed lekcja wszyscy w klasie. Drzwi lekko uchylone... Dyrektor wszedł i swoim zwyczajem trzasną drzwiami. .. Jak pierdyknęło, to on prawie nigdy nie trzasnął drzwiami. Ale biologię cięęężko się Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Jeżeli nie lękasz się pieśni stłumionej, złowrogiej i głuchej, gdy serce masz mężne i jeśli pieśń kochasz swobodną- posłuchaj. Szeroka, szeroka jest ziemia, gdy myślą ograrnąć ją lotną, szeroko po ziemi więzienia, głęboka w więzieniu samotność. Już dziąsła przeżarte szkorbutem, jużnogi spuchnięte i martwe, już koniec, juz płuca wyplute- lecz palą się oczy otwarte. Poranek marcowy. Jak cicho. Jak dziwna się jasność otwiera. I tylko tak ciężko oddychać, i tylko tak trudno umierać. Posępny jak mur Schlusselburga, głęboki jak dno owej ciszy, zza krat, z więziennego podwórka dobiega go śpiew towarzyszy. I słucha Waryński, lecz nie wie, że cienie się w celi zbierają, powtarza, jak niegdyś w Genewie: -Kochani... ja muszę do kraju... Do Łodzi, Zagłębia, Warszawy powrócę zawzięty,uparty... ja muszę... do kraju, do sprawy, do mas, do roboty, do partii... ja muszę... - I śpiew się urywa, I myśli urywa się pasmo. Ta twarz już woskowa, nieżywa, lecz oczy otwarte nie gasną. Gdzieś w górze, krzykliwy i czarny, rój ptactwa rozsypał sie w szereg, jak czcionki w podziemnej drukarni, gdy nocą składali we czterech... Fabryka Lilpopa... róg Złotej... Żurawia... adresy się mylą... robota... tak, wiele roboty... i jeszcze - dziesiąty pawilon... Ach, płuca wyplute nie bolą, śmierć w szparę judasza zaziera, z ogromną tęsknotą i wolą tak trudno lat siedem umierać. Wypalą się oczy do końca, a kiedy zabraknie płomienia, niech myśl, ta pochodnia płonąca, podpali kamienie więzienia! Raz jeszcze się dźwignął na boku: -Ja muszę... tam na mnie czekają... - i upadł w ostatnim krwotoku, i skonał. I wrócił do kraju.
Jeden z najpiękniejszych wierszy, jakie czytałem. Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego Władysława Broniewskiego, poruszająca i prawdziwa, nawet jeśli dziś politycznie niepoprawna. Jako nastolatek wielokrotnie słyszałem piękne, porywające interpretacje tego wiersza, chodziłem do Szkoły Podstawowej im. Ludwika Waryńskiego i uczyliśmy się go na i akademie robiło się na dużej przerwie, czasem zarywało się pięć minut następnej innymi dlatego była to bardzo dobra szkoła i mam nadzieję, że taką pozostała do dziś, nawet gdy po zmianie ustroju utraciła patrona i – o ile mi wiadomo – od dłuższego czasu pozostaje „bezimienna”. Do jednej klasy z moją starszą siostrą chodził prawicowy publicysta Jan Pospieszalski, trudno więc naszej podstawówce zarzucić, że zaraziła nas liceum długich, podniosłych uroczystości w ogóle nie Szkole Podstawowej im. Ludwika Waryńskiego nie postawiliśmy nigdy nauczyciela w niezręcznej sytuacji proponując mu, że pójdziemy do niego na lekcję, nawet na kilka godzin, zamiast brać udział w uroczystościach i akademiach. Jako nauczyciel, od czasu do czasu staję przed takim dylematem. Przygotować lekcję i poćwiczyć coś z grupą uczniów, którzy nie czują potrzeby uczestnictwa we mszy świętej, czy zlekceważyć ich zapał do nauki i nie pozwolić im na udział w tych spontanicznych kompletach?Albo dzisiejsza młodzież jest pilniejsza, niż my przed laty, albo uroczystości stały się zbyt długie i zbyt nie lękasz się pieśni,stłumionej, złowrogiej i głuchej,gdy serce masz męża i jeślipieśń kochasz swobodną posłuchaj. Szeroka, szeroka jest ziemia,gdy myślą ogarnąć ją lotną,szeroko po ziemi więzienia,głęboka w więzieniu samotność. Już dziąsła przeżarte szkorbutem,już nogi spuchnięte i martwe,już koniec, już płuca wyplute –lecz palą się oczy otwarte. Poranek marcowy. Jak dziwna się jasność tylko tak ciężko oddychać,i tylko tak trudno umierać. Posępny jak mur Szliselburga,głęboki jak dno owej ciszy,zza krat, z więziennego podwórkadobiega go śpiew towarzyszy. I słucha Waryński, lecz nie wie,że cienie się w celi zbierają,powtarza jak niegdyś w Genewie:Kochani… ja muszę do kraju… Do Łodzi, Zagłębia, Warszawypowrócę zawzięty, uparty…ja muszę… do kraju, do sprawy,do mas, do roboty, do partii… ja muszę… I śpiew się urywa,i myśli urywa się twarz już woskowa, nieżywa,lecz oczy otwarte nie gasną. Gdzieś w górze, krzykliwy i czarny,rój ptactwa rozsypał się w szereg,jak czcionki w podziemnej drukarni,gdy nocą składali we czterech… Fabryka Lilpopa… róg Złotej…Żurawia… adresy się mylą…robota… tak, wiele roboty…i jeszcze dziesiąty pawilon… Ach, płuca wyplute nie bolą,śmierć w szparę judasza zaziera,z ogromną tęsknotą i wolątak trudno lat siedem umierać. Wypalą się oczy do końca,a kiedy zabraknie płomienia,niech myśl, ta pochodnia płonąca,podpali kamienie więzienia! Raz jeszcze się dźwignął na boku:– Ja muszę… tam na mnie czekają…i upadł w ostatnim krwotoku,i skonał. I wrócił do kraju.
elegia o śmierci ludwika waryńskiego